DinoAnimals.pl | DinoAnimals.com
W skrócie
Wpisy
Komentarze

Polemika Juliusza Słowackiego z Adamem Mickiewiczem.

Czy wiesz, że…

 

Juliusz Słowacki niemal przez całe życie usiłował rywalizować z Adamem Mickiewiczem?

Słowacki 11 lat młodszy od Mickiewicza, nigdy nie pogodził się z tym, iż współcześni bardziej cenili twórczość jego starszego kolegi. Najczęściej wynikało to z niezrozumienia przez krytyków literackich jego twórczości.

Słowacki wielokrotnie polemizował z Mickiewiczem na kanwie poezji.

Jednym z takich przykładów była podjęta przez Słowackiego próba napisania kontynuacji Pana Tadeusza.

Zachowane fragmenty ukazują poemat wiernie naśladujący stylistykę Mickiewicza, niemniej spojrzenie na rzeczywistość pozbawione jest tak wielkiego optymizmu. Przeciwnie, widzimy obraz klęski i mających wkrótce nastąpić zmian.

Poniżej zamieszczamy klika zachowanych fragmentów poematu pisanego przez Juliusza Słowackiego.

Zwróćcie szczególną uwagę na fragment końcowy przedstawiający postać Napoleona.

 

FRAGMENTY POEMATU

[I]

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Sam pan Tadeusz został w armii adiutantem,

Regent – pisarzem, Sędzia – zboża liwerantem,

Hrabia dowodzi nowych ułanów szwadronem;

Wszystko się pociągnęło za Napoleonem,

Poszło w marsz… W domu smętne wzdychają małżonki –

Pani Tadeuszowa odmawia koronki,

Nowenny; Telimena klnie domową ciszę,

Smętek mgieł – patrzy w okna, wzdycha, listy pisze

Albo z książką francuską idzie w szary kątek

Pod piec – i tonie w smętnych bałwanach pamiątek.

Wojski także – niezdolny do rycerskich czynów –

Został, dogląda w domu kobiet… i kominów.

 

Tymczasem nadchodziła ta okropna zima –

Twarda, groźna, iskrząca się komet oczyma,

Którą w Litwie przeczuwał wcześnie naród cały;

Niebo bladło, szron iskrzył, gwiazdy czerwieniały,

Miesięczne tęcze całe stawały w kolorach,

Mroźne kameleony przy chatach, oborach.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

 

[II]

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wielkimi gromadami – przez [bramę] do sieni

Wchodzą strzynadle złote i gile w czerwieni,

A nawet ów dziw lasu, tak rzadko widziany

Halcyjon, a na Litwie zimorodkiem zwany,

Który czasem strzelcowi pokaże się w borach

Przez mgłę gałązek, niby w anioła kolorach,

Nad zwierciadłem przełomki, piękny i błyszczący

Jak anioł, w równi złote skrzydła trzymający –

Nawet ów ptak pięknością zaklęty i dziki

Zbłąkał się i nad domu zleciał gołębniki,

A potem nad sadzawki w ogrodzie kopane,

Gdzie leszcze, karpie, pstrągi pięknie malowane

Wojski kazał powpuszczać, ów ptak z jasnym grzbietem

Poleciał i bił w ryby dzióbem jak sztyletem.

Słowem, wszystko, jak gdyby szukało uchrony

U człowieka, ciągnęło z lasów… Smętne wrony

Zaludniły podwórze, obozem się mieszczą

W topolach, gdzie pod wieczór zwichrzają się, wrzeszczą

I pod zorze gną czarną drzew obdartych głowę;

Wojski mówi, że wiodą swe sprawy sejmowe.

 

Tak ptactwem gadająca, choć mgłami ponura,

Stała się ta litewska przemienna natura,

Zawsze żywa i z duchem ludzi zawsze zgodna,

Dobra, niemartwa, chociaż skościała i chłodna,

Właśnie jak Litwin, który śród świętych przymierzy

Skupił się w sobie, stężał, niby trupem leży,

A jednak pełny życia i wielkiej pamięci:

Gdy mu wróg wbiegnie, on go niby wąż okręci

Od nóg po pierś, pierścienie [swoich] wieńców skróci,

Rozwinie się – i trupa z objęcia wyrzuci.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

 

[III]

 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ów to dwór Soplicowo, gdzie historia nasza

Odbyła się, pod tchnieniem boga Boreasza

Inne wdział szaty, twarzy zupełnie odmienił –

Ów las topoli już się więcej nie zielenił,

Dziedziniec, gdzie bławatki, cykorie i maki

Barwiły się jak szalów indyjańskich szlaki,

Teraz biały, wczorajszą zasuty zawieją,

A na nim ścieżki świeżo deptane czernieją

Od folwarków do dworu, do stodół do gumien;

Wszystko smętne… a domy stoją na kształt trumien

Na podwalinach.

 

Wszystko zamarło do czasu.

Z daleka ciemna wstęga sosnowego lasu

Ściemniała, widać przez las błękit bitej drogi,

Wiatr przez nię leci, sosny jak litewskie bogi

Chwieją się, jodły siedzą śniegiem przywalone,

Gdzieniegdzie drzewko ścięte jak cegły czerwone

Poukładane w stosy, inne do trójnogów

Podobne… jak ołtarze dawnych Litwy bogów.

Czerwienią się po lesie osmętnione mgłami

I sosen tak nakryte liściem – jak chmurami.

 

O zimo! twoję piękność smętną, uciszenie

Lasów i rzadkie słońca złotego promienie

Czuję dziś na kształt czaru i na kształt uroku,

Bom w życiu przyszedł na tę smętną porę roku,

Która wszystko ucisza i pod śniegiem chłonie;

Z miłością bym więc ciche zamieszkał ustronie,

W okrąg którego puszcza czerni się bezbrzeżna,

A nad nią we mgłach błyszczy Matka Boska Śnieżna.

 

W Soplicowie, choć już się zbliżały zapusty,

Zjazdu nie było – dom był cichy, prawie pusty.

Wczora właśnie francuskie oficerstwo starsze,

Które wtenczas przez marsze i przez kontramarsze

Włóczyło się po Litwie z armią dowozową,

Opuściło gościnne zawsze Soplicowo,

Zostawiwszy w nim różne pamiątki przejazdu

Jak[o] kukułka w cudzym, gdzie mięszkała, gniazdu…

Nie wszystkie dobre. Było cośkolwiek grabieży

I rabunku na wiosce, kilku coś żołnierzy

Z flint… do litewskich chłopów trzasło jak do blanków,

Nie mogąc się rozmówić z ludem mową Franków;

Pan Ekonom ze łzami skargę o to czynił,

Sędzia się zrazu sierdził, potem zaś obwinił

Wojnę, wojnie przypisał zło i zwierzęcoście

Ludzkie, nawet francuskie poturbował goście

Skargą i prośbą… ale cóż, gdy starca treny

Przejść musiały przez usta pani Telimeny,

Która Sędziego widząc po polsku i z płaczem

Mówiącego… stanęła mu zaraz tłumaczem,

Na taki język skargę oną przełożywszy,

Że się Francuz, słuchając, uczuł najszczęśliwszy…

„Vos larmes – rzekł – et vos beaux yeux…” i tak komplementa

Sypał… że najwierniejsza małżonka regenta…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

 

[IV]

 

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Noc była wietrzna, śnieżna, a wichry śpiewały

W kominach swoje zwykłe płaczące chorały.

Kobiety przy dwóch świecach w bawialnym pokoju

Siedziały przy robótce, w zaniedbanym stroju,

Same jedne – wizyt się w domu swoim żadnych

Nie spodziewając dla mgieł i czasów szkaradnych,

Gdy nagle przed oknami – jak świst, grzechot węży,

Zaszumiał przeraźliwie straszny brzęk uprzęży,

Straszny dla domu łoskot, z którym zwykle jadą

Sanie ogromne, liczne – tak zwaną szlichtadą,

Z napaścią, która domy półsenne odurza

Jak napaść zbójców… Taka przyleciała burza

Na dziedziniec. Zlękła się Telimena mocno,

Spojrzawszy na szlafroczek i na odzież nocną,

Spojrzała przez okiennic szpary, a śnieg złoty –

Pełno kagańców; bieży, zrywa papiloty,

W oczach widać, że straszne zobaczyła mary,

Lecz niebrzydkie… Krzyknęła do Zosi: „Huzary!”

I uciekła.

 

Tymczasem wchodzi do pokoju

Człowiek niewielki wzrostem, w podróżnego stroju;

Sądziłbyś, że cywilny – gdyby nie miał szpady

Pod pachą – dosyć piękny na twarzy i blady

Mimo zimna. Twarz była jak marmur niezmienna,

Owszem, rzekłbyś, że bielsza od mrozu, promienna,

Jak miesiąc złota… Oddał lekki ukłon Zosi,

Ona się zlękła, oczy spuszcza, nie podnosi,

Nie śmie… stoi jak posąg, a w sobie rozważa,

Czy ma uciec, czy zostać – poznała cesarza

Napoleona…

 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (8 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 8 votes)
Juliusz Słowacki, Adam Mickiewicz i "Pan Tadeusz"., 10.0 out of 10 based on 8 ratings